Wielominutowe stanie w korkach potrafi rozbudzić apetyt na prędkość niejednego kierowcy. Kiedy już odstoimy swoje i mamy możliwość szybszego poruszania się po drodze, często nie zważamy na to, jakie jest na danym odcinku ograniczenie prędkości i próbujemy nadrobić stracone w korku minuty. Jak się jednak okazuje – nie opłaca się tego robić!

 

3028018030_89e2b4c86e_b

 

Jak zatem zachować się na drodze? Odpowiedzi na to pytanie udziela eksperyment Williama Beaty, który dowiódł, że najlepiej jechać ze stałą prędkością, nawet jeśli mamy przed sobą pustą drogę, zamiast gwałtownie przyśpieszać, by dogonić inne auta. Po co? Po to, by widzieć więcej przed swoją maską i nie hamować tak często i tak gwałtownie, jak inni kierowcy. Dzięki temu zamiast potęgować falę spowolnień możemy ją wygaszać i działać dla aut jadących za nami jak falochron. Jak opisywał sam autor eksperymentu: – (…) Po kilku minutach wytworzyła się ciekawa sytuacja: auta przede mną jechały zrywami jak tramwaje po mieście. Auta za mną sunęły jednostajnie jak wagoniki w pociągu. Mimo że tramwaje co rusz odskakiwały pociągom, te zawsze je doganiały”.

 

Odpowiednia prędkość, pozwalająca unikać gwałtownych hamowań, których kumulacja tworzy korki dotyczy w szczególności dróg o dużej prędkości przelotowej, takich jak obwodnice bezkolizyjne i drogi ekspresowe. To właśnie nagłe hamowania powodują często korki w miejscach gdzie ludzie masowo zmieniają pas, na przykład wjeżdżając z pasa skrajnie lewego na skrajnie prawy – do zjazdu z głównej nitki. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że korki w okolicach węzłów nie wynikają z problemu przepustowości, a właśnie z dynamiki ruchu. Dlatego w takich miejscach sytuację znacząco polepsza wprowadzenie ograniczenia prędkości np. ze standardowej prędkości 100 czy 120 do 80 czy nawet 60. Na autostradach w Niemczech, kiedy system sterowania ruchem wykryje zagrożenie korkiem właśnie takie ograniczenia wprowadza dynamicznie, aby uniknąć spowolnienia kolumny aut do 10 km/h czy nawet zatrzymania. W końcu lepiej jechać 60 km/h niż stać w korku. – W wielu miastach w Polsce już trwają prace nad systemami ITS, które będą mogły reagować w podobny sposób. Podobnie GDDKIA pracuje nad Krajowym Systemem Zarządzania Ruchem. Zanim jednak takie systemu powstaną, możemy sami przeciwdziałać korkom w takich miejscach – mówi Katarzyna Przybylska, z NaviExpert.

 

Zdjęcie: Flickr na bazie licencji Creative Commons: Autor: Andrew E. Larsen